BIM PAŹDZIERNIK 2008 Wypowiedzieć to, co niewypowiedziane. Jego przygoda z poezją zaczęła się, jak sam mówi dość nietypowo- od filozofii. Musiał napisać na zaliczenie esej filozoficzny na temat „Co jest w życiu ważne”. -Nie miałem pojęcia, z której strony to ugryźć. Czas gonił, a nic nie przychodziło do głowy. Oświecił mnie dopiero mój wykładowca. Załapałem. Po kilku wieczorach praca była gotowa - mówi Łukasz Kępa, student germanistyki z Czarnego Lasu- poeta. Poszedł za ciosem. Spod jego pióra w krótkim czasie wyszło kilka takich prac, w których ujmował swoje przemyślenia na temat otaczającej go rzeczywistości. Ale to nie wystarczało. Ograniczała go forma. Zastanawiał się, czym mógłby wyrazić to wszystko, co przejawia się w życiu codziennym. Lęk, niepokój, zachwyt. Jak uchwycić chwilę i opisać związane z nią refleksje? Padło na poezję. – Akurat znajdowałem się w takim momencie swojego życia, kiedy dochodziłem do siebie po ciężkim wypadku samochodowym. Zacząłem dostrzegać głębię w rzeczach z pozoru błahych, albo takich, które przed wypadkiem nic dla mnie nie znaczyły, bo po prostu były i tyle. Cieszyłem się, że żyję i to zmieniło moje nastawienie do tego, co się obok dzieje- mówi. Napisał kilka wierszy. Spodobały się znajomym. Postanowił wspólnie z kolegą piszącym głównie teksty piosenek wydać tomik poezji. Metodą chałupniczą zrealizowali swoje zamierzenie. Zbiorek trafił w ręce mniej lub bardziej profesjonalnych recenzentów, nie mniej opinia o poezji Łukasza była bardziej niż pozytywna. Ośmielony pierwszymi sukcesami postanowił spróbować swoich sił w konfrontacji w ludźmi parającymi się podobnym zajęciem. Tym sposobem trafił na Turniej Jednego Wiersza, który cyklicznie odbywa się w Ośrodku Promocji Kultury Gaude Mater. – Ponieważ to miała być moja pierwsza publiczna prezentacja swojego dorobku, przyodziałem garnitur i dziarskim krokiem pomaszerowałem do Gaude Mater. Pewność siebie straciłem, gdy zobaczyłem pozostałych uczestników zupełnie wyluzowanych, w codziennych ubraniach, po prostu traktujących to, co robią jak dobrą zabawę czy możliwość urwania się od codziennego zgiełku. Więc stoję w tym garniturze, patrzą na mnie ludzie od piętnastego do osiemdziesiątego roku życia, a ja muszą przedstawić swój wiersz, bo po to w końcu przyszedłem. Jakoś dobrnąłem do końca i o dziwo zamiast buczenia oklaski, słowa uznania. Nie wygrałem turnieju, ale reakcja publiczności była dla mnie największą nagrodą- wspomina. Potem było jeszcze kilka Turniejów, dzięki którym mógł nauczyć się czegoś od kolegów „po fachu”. Wierszy powstawało coraz więcej. Potrafił jednego dnia spłodzić aż trzy utwory poetyckie. Co zrobić żeby trafiły do szerszego odbiorcy?- zadawał sobie pytanie. Na tomik w wydawnictwie za wcześnie, poza tym ciężko się przebić. Nieocenionym narzędziem propagującym jego twórczość okazał się Internet. Wiersze trafiły do branżowego portalu Allarte. – Po kilku dniach od publikacji zaczęły pojawiać się komentarze. W większości pochlebne, a jeden rozbawił mnie najbardziej. Jakiś internauta napisał „Fajne. Skąd to przepisałeś”- mówi z uśmiechem Łukasz. Jak twierdzi nie pisze dla same-go pisania. Coś w jego życiu musi się wydarzyć. Zwykle towarzyszą temu jakieś emocje, rodzą się uczucia związane z obserwacjami. Chce je przekazać, więc pisze. W przygotowaniu jest jego pierwszy wieczór autorski. Zaprezentuje na nim wiersze, które wybierze spośród prawie pięciuset do tej pory przez niego napisanych. Ma nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uda mu się przez jakieś wydawnictwo opublikować choć część swojego literackiego dorobku. Wiersze Łukasza zamieścimy w następnym numerze. | |||||
| powrót | |||||